
Szukaj produktu
Menu
Subskrypcja
Statystyki
- Liczba produktów:
- 1516
- Liczba kategorii:
- 119
- Liczba nowości:
- 51
- Aktualne promocje:
- 33
- Liczba odsłon:
- 7233337
Bóg może tylko kochać - Brat Roger z Taize
- W magazynie:
- jest
nasza cena: 18.90 zł
cena rynkowa: 19.90 zł
Powiadom znajomego
Atrybuty
- stron
- 112
- format
- 105x165 mm
- oprawa
- miękka ze skrzydełkami
- ISBN
- 978-83-7502-271-1
- data dodania do księgarni
- 31.08.2011
Bóg nas ukochał, zanim my Go pokochaliśmy. Kochani taką odwieczną miłością przeczuwamy, że nasza odpowiedź polega przede wszystkim na tym, żeby zdać się na Niego. Naszą duszę wypełnia naprawdę jedyne pragnienie: wszystko oddać Bogu. "Niespokojne jest nasze serce, póki nie spocznie w Nim". Każda ludzka istota pragnie kochać i być kochaną. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego niektórzy ludzie wiedzą o tym, że są kochani, a inni nie?
Bóg może tylko kochać - temu płynącemu z osobistego doświadczenia przekonaniu Brat Roger, założyciel ekumenicznej wspólnoty z Taizé, dawał wielokrotnie wyraz w swoich wypowiedziach. Był zwiastunem obecności miłującego i przebaczającego Boga w dzisiejszym świecie, tak bardzo udręczonym brakiem miłości, pokoju i nadziei. Został zamordowany podczas wieczornego nabożeństwa w Taizé 16 sierpnia 2005 r. Pozostało jego przesłanie, przemawiające do serc wszystkich, którzy szukają Boga. Można stwierdzić, że cała duchowość Taizé jest pewnym antidotum na wojny, konflikty, wrogość i nienawiść. Oddaje ona w pełni maksymę Apostoła Pawła: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.
spis treści
Czy jest coś, co sprawia, że życie staje się piękne?
Najprostsza ufność
Starać się w pełni zrozumieć drugiego człowieka
Czy rozpoznajesz drogę nadziei?
Tajemnica obecności
Chrystus zjednoczony z każdą ludzką istotą
Duch Święty, Wspomożyciel i Pocieszyciel
Światłość w ciemności
Ukochani odwieczną miłością
Bóg nas ukochał, zanim my Go pokochaliśmy
Jego miłość jest ogniem
Nie gaśmy ognia
Powiew ufności
Wybrać miłość
Śpiewem wysławiajmy Chrystusa, aż nas ogarnie pogodna radość
Możemy przybliżyć się do świętości Chrystusa
Uzdrowienie serca
Chrystus nikomu nie groził
Przyjąć przebaczenie
Wewnętrzna przemiana dokonuje się stopniowo
Bóg nie może dać nic innego, jak tylko miłość
Bóg cierpi z każdym człowiekiem
Bóg nie zsyła cierpienia
Nieść ludziom ulgę w cierpieniu
Cała nadzieja w komunii
Pojednanie bez zwłoki
"Coraz większe koncentryczne koła"
"Podziały między chrześcijanami muszą być uleczone
"Pozwólmy Bogu wymazać złą przeszłość"
Od zwątpienia do pokornej ufności
Rozjaśniają się mroki duszy
"Szukaj, a znajdziesz"
Zdać się na Chrystusa
Trzy listy do ludzi młodych
Czy widzisz przed sobą szczęście?
Kochaj i powiedz to swoim życiem
Bóg nie może dać nic innego, jak tylko swoją miłość
fragment książki
Czy jest coś, co sprawia, że życie staje się piękne?
Najprostsza ufność
Czy istnieje coś, co sprawia, że życie staje się piękne, coś, dzięki czemu można powiedzieć, że człowiek rozkwita, coś, co przynosi wewnętrzną radość? Tak, istnieje. Jedną z takich rzeczy jest ufność.
Czy rozumiemy, że w każdym z nas to, co najlepsze, powstaje dzięki najprostszej ufności? Nawet dziecko może się na nią zdobyć.
A jednak niektórych ludzi – niezależnie od tego, w jakim są wieku – dotykają zmartwienia, odrzucenie, śmierć najbliższych. A w ostatnich latach przyszłość wielu osób staje się tak niepewna, że tracą chęć życia.
Bóg jest dla wszystkich źródłem zaufania: On jest miłością i przebaczeniem, mieszka w samej głębi duszy każdego człowieka.
Zaufanie nie zamyka oczu na cierpienia tak wielu pokrzywdzonych na całym świecie. Ich trudne doświadczenia każą się zastanowić, jak znaleźć się pośród tych, którzy umocnieni komunią w Bogu starają się czynić ziemię bardziej przyjazną?
Zaufanie nie jest ucieczką od odpowiedzialności, pomaga wytrwać tam, gdzie różne społeczności są rozdzierane przez konflikty. Nawet w przypadku porażki pozwala iść dalej. Takie zaufanie daje zdolność do bezinteresownej miłości.
Dziś na całej ziemi jest wielu młodych ludzi, którzy starają się leczyć rany rodziny ludzkiej. Ich ufność może sprawić, że życie wokół nich stanie się piękne. Czy wiedzą, że bardzo często promienieją nadzieją?
Od jakichś czterdziestu lat razem z moimi braćmi wciąż się dziwimy, dlaczego młodzi ludzie przyjeżdżają do Taizé i jak to się dzieje, że jest ich coraz więcej?
Patrząc na tyle młodych twarzy przybyłych na nasze wzgórze nie tylko z Europy Zachodniej i Wschodniej, ale także, coraz liczniej, z innych kontynentów, rozumiemy, że przyjeżdżają z żywotnymi pytaniami, przede wszystkim z pytaniem: gdzie znaleźć sens swojego życia. Niektórzy z nich zastanawiają się: jakie wezwanie Bóg kieruje do mnie?
Z tymi, których przyjmujemy w Taizé, a także w naszych małych fraterniach, gdzie bracia mieszkają po kilku pośród najbiedniejszych w różnych częściach świata, albo podczas spotkań organizowanych w wielkich miastach, chcemy szukać, jak znowu odzyskać zapał i jak żyć Chrystusem dla innych.
Chcemy być dla tych młodych ludzi osobami, które ich wysłuchają; nie chcemy być mistrzami duchowymi. Chcemy ich słuchać, aby mogli nie tylko wyrazić swoje ograniczenia, odsłonić rany, ale także odkryć wewnętrzne dary. Aby nade wszystko zdołali przeczuć, czym jest życie w komunii z Bogiem, z Chrystusem, z Duchem Świętym.
Starać się w pełni zrozumieć drugiego człowieka
Częściej niż dawniej zdarza się, że młodzi ludzie pytają nas: co w waszym życiu jest najpiękniejsze?
Odpowiadam bez wahania: przede wszystkim wspólna modlitwa, a w czasie modlitwy długie chwile ciszy.
A zaraz po tym: w osobistej rozmowie dostrzec ludzką istotę w całym jej wymiarze. Zobaczyć człowieka, na którym zostawia ślad zarówno dramat lub wewnętrzne rozdarcie, jak i tylko dla niego przeznaczone dary, dzięki którym życie w Bogu może doprowadzić go do pełni.
Ważne jest, by starać się zrozumieć całego człowieka raczej dzięki kilku słowom lub zachowaniom niż na podstawie długich wyjaśnień. Nie wystarczy wysłuchać tego, co go niszczy od wewnątrz. Trzeba jeszcze poszukiwać szczególnego daru, jaki otrzymał od Boga, osi całej jego egzystencji. Jeśli ten dar lub te dary zostaną raz wydobyte na światło, otwierają się drogi.
Nie ma sensu zatrzymywać się przy zawikłaniach, porażkach, sprzecznościach, dla których zawsze można znaleźć tysiące uzasadnień. Kiedy to tylko możliwe, trzeba przechodzić do istotnego etapu: odkrywać wyjątkowy dar, talenty złożone w każdej ludzkiej istocie, aby nie zostały zagrzebane, ale ożyły w Bogu.
Co jest najpiękniejsze w moim życiu? Listę mogę przedłużać w nieskończoność: te rzadkie chwile, kiedy niespodziewanie uda się wyruszyć, wymknąć... wędrować, rozmawiając ulicami wielkiego miasta, gościć kogoś przy skromnym posiłku...
Czy rozpoznajesz drogę nadziei?
Czy jest w Ewangelii coś, co sprawia, że życie staje się piękne? Tak, jest. Jedną z takich rzeczy jest nadzieja. Pozwala ona pokonywać zniechęcenie, a nawet odnaleźć chęć życia.
Gdzie jest źródło nadziei? W odwadze życia komunią w Bogu. Ale czym jest komunia? Bóg pierwszy nas pokochał
. Niestrudzenie nas szuka, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy
.
Jest w Ewangelii jeszcze coś, co sprawia, że życie staje się piękne – pokój serca. Mogą istnieć w człowieku skłonności, które popychają go nawet do użycia przemocy. Trzy wieki po Chrystusie Ambroży, mieszkający w Mediolanie chrześcijanin, napisał: „Zacznijcie dzieło pokoju w sobie, abyście sami napełnieni pokojem mogli nieść go innym”
. Tak, pokój w naszych sercach sprawia, że życie osób z naszego otoczenia staje się piękne.
Zaufanie, nadzieja, pokój serca czerpią z tajemniczej obecności, z obecności Chrystusa. Przez Ducha Świętego On, pokorny sercem, żyje w każdym człowieku. I daje się słyszeć Jego łagodny głos: „Czy rozpoznajesz drogę nadziei otwartą przed tobą?”.
Jakże więc nie poczuć się przynaglonym, by odpowiedzieć Chrystusowi: „Chciałbym całe życie iść za Tobą tą drogą, czy jednak znasz moje słabości?”. Swoją Ewangelią Chrystus odpowiada: „Znam twój ucisk i ubóstwo... Sądzisz, że nie masz nic lub prawie nic, by wytrwać w wierności przez całe życie. A przecież jesteś napełniony. Czym napełniony? Duchem Świętym. I Jego współczująca miłość rozjaśnia mroki twojej duszy”
.
Nie mogę zapomnieć pewnego letniego wieczoru 1942 roku, kiedy jeszcze mieszkałem w Taizé sam. Siedziałem przy małym stoliku, przy którym pisałem. Była wojna. Wiedziałem, że jestem w niebezpieczeństwie z powodu uchodźców, których ukrywałem w swoim domu. Byli wśród nich Żydzi. Ciążyła mi groźba aresztowania i wywiezienia. Często przychodziła mnie przepytywać policjantka w cywilu.
Tego wieczoru, kiedy całą moją istotę ogarnął strach, wypełniła mnie pełna ufności modlitwa i powiedziałem Bogu: „Jeżeli nawet życie zostanie mi odebrane, wiem, że Ty, Boże żywy, poprowadzisz dalej to, co się tutaj zaczęło, tworzenie wspólnoty”.
Ten, kto z odważnym sercem stara się powierzyć siebie Chrystusowi i oddać Mu całe swoje życie, musi podjąć decyzję, musi pozwolić, aby rosła w nim nieskończona wdzięczność Bogu. Ona wprowadza w ducha uwielbienia.
Bóg chce naszego szczęścia...
Mówi nam, żebyśmy szli od jednego odkrycia do następnego, od jednego początku do następnego.
Współczuć, nieprzerwanie współczuć trudnym doświadczeniom, tak często związanym z ludzką egzystencją. Szukać we wszystkim pokoju serca. I życie stanie się piękne... I życie będzie piękne. I tryśnie to, co niespodziewane.
Duchu Święty, wewnętrzna Światłości, przychodzisz i w przeoraną ziemię naszego życia składasz pokorne zaufanie do Ciebie. My także chcielibyśmy przyjąć Cię najprościej, jak ewangeliczni ubodzy.
Tajemnica obecności
Chrystus zjednoczony z każdą ludzką istotą
Gdyby udało się zgłębić ludzkie serce, co znaleźlibyśmy? Zaskoczyłoby nas spostrzeżenie, że w samej głębi człowieka kryje się czekanie na obecność, milczące pragnienie komunii.
I właśnie w Ewangelii odkrywamy odpowiedź na to oczekiwanie. ŚwiętyJan wyraził ją tymi słowami: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”
.
Ta światłość to światłość zmartwychwstałego Chrystusa. Być może nie bardzo zdajemy sobie z tego sprawę, ale On jest blisko każdego człowieka.
Kim jednak jest ten Jezus Chrystus, o którym mówi Ewangelia?
Zanim zaczął się wszechświat, cała wieczność, Chrystus był w Bogu
.
Z wielką pokorą przyszedł między ludzi.
Gdyby Jezus nie żył pośród nas, Bóg byłby daleki, nawet niedostępny. Ale Jezus swoim życiem pokazał, kim jest Bóg
.
A dziś, zmartwychwstały, Chrystus żyje w każdym z nas przez Ducha Świętego
.
Ta przejrzystość Ewangelii, długo zakryta kurzem lat, objawiła się podczas Soboru Watykańskiego II: Chrystus „zjednoczył się z każdym człowiekiem...”
. Później papież Jan Paweł II doda: „... nawet jeśli nie zdaje on sobie z tego sprawy”
.
Co roku podczas prywatnej audiencji pragnę uradować serce papieża Jana Pawła II, dzieląc się z nim nadzieją, jaką pomógł nam odkryć. Kiedyś udało mi się mu powiedzieć, jak bardzo jego przenikliwa intuicja – Chrystus jednoczy się z każdym człowiekiem bez wyjątku, nawet jeśli on nie zdaje sobie z tego sprawy – może ułatwić jasne rozumienie wiary na całej ziemi.
Wiele istot ludzkich nie wie, że Chrystus jest z nimi zjednoczony, i nie zna Jego pełnego miłości spojrzenia, jakim ogarnia całe ich życie. Nie wiedzą o Bogu nic, nie znają nawet Jego imienia. A przecież On trwa w komunii z każdym człowiekiem.
W podobnym duchu prawosławny teolog, Olivier Clément, pomaga nam zrozumieć, że niewidzialny Bóg dla każdego człowieka jest „jak strumień światła, pokoju i miłości”
.
Podobną intuicję dostrzegliśmy z moimi braćmi w słowach sędziwego rosyjskiego biskupa prawosławnego, Serafima, który odwiedził nas w Taizé. Któregoś wieczoru do zgromadzonych w kościele młodych ludzi powiedział mocnym, jasnym głosem: „W każdej ludzkiej istocie mieszka Duch Święty”. Ponieważ był trochę głuchy, spytał na cały głos brata, który siedział obok niego: „Czy dobrze zrozumieli? W każdej ludzkiej istocie mieszka Duch Święty”.
W VII wieku Maksym Wyznawca napisał: „Nie ma człowieka, w którym nie byłoby Ducha Świętego”
. Są ludzie, którzy z lektury Pisma Świętego wiedzą, że mieszka w nich Duch Święty. Są też tacy, którzy jeszcze tego nie wiedzą albo nawet nie dowiedzą się na tej ziemi, lecz odkryją to w wieczności.
Duch Święty, Wspomożyciel i Pocieszyciel
Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, gdyby nie zesłał swojego Ducha Świętego, nie byłby obecny w każdym z nas. Pozostałby jedną z ważnych osobowości w historii ludzkości. Jednak nie można byłoby z Nim rozmawiać. Nie ośmielilibyśmy się Go wzywać: „Jezu Chryste, w każdej chwili szukam oparcia w Tobie; i jeśli nawet nie udaje mi się modlić, Ty sam jesteś moją modlitwą”.
Zanim Jezus opuścił uczniów, obiecał, że im pośle Ducha Świętego, Wspomożyciela i Pocieszyciela
. Możemy więc odkryć: tak jak Chrystus był obecny na ziemi pośród swoich uczniów, tak przez Ducha Świętego jest dziś nadal obecny dla wszystkich ludzi.
Jego tajemnicza obecność, bardziej dostrzegalna dla jednych, ukryta dla innych, zawsze trwa. Moglibyśmy Go usłyszeć, jak mówi: „Czy nie wiesz, że jestem przy tobie i przez Ducha Świętego żyję w tobie? Nigdy cię nie opuszczę”
.
Jego tajemnicza obecność jest niewidoczna dla naszych oczu. Dla wszystkich wiara pozostaje zawsze pokornym zaufaniem Chrystusowi i Duchowi Świętemu.
Dla kogoś najmniej świadomego, nie umiejącego ani czytać, ani pisać, tak samo jak dla najbardziej wykształconego, wiara jest czymś najprostszym. Rosyjski pisarz, Lew Tołstoj, opowiada, jak spacerując pewnego dnia, spotkał wieśniaka i zaczął z nim rozmawiać. Wieśniak powiedział: „Ja żyję dla Boga”. W czterech słowach wyraził najgłębszą treść swojej duszy. Tołstoj pomyślał więc: „Mnie, mającemu tyle wiedzy i kultury, nie uda się znaleźć takich samych słów, jakie znalazł ten wieśniak”
.
Zaufania do Boga nie przekazuje się siłą argumentów, które, chcąc przekonać za wszelką cenę, wywołują niepokój, a nawet lęk. To przede wszystkim w sercu, w głębi samego siebie, przyjmuje się wezwanie Ewangelii.
Światłość w ciemności
Duch Święty, gwałtowne objawienie się Bożej miłości, przenika każdą ludzką istotę, podobnie jak promień światła przeszywa ciemność nocy. Dzięki tej tajemniczej obecności Zmartwychwstały wspiera nas, wszystkim się obarcza, bierze na siebie nawet najcięższe doświadczenia.
Może się zdarzyć, że zadziwieni taką miłością powiemy:
„To Jezus zmartwychwstały był we mnie, a przecież wcale nie odczuwałem Jego obecności. Tak często szukałem Go gdzie indziej. Tyle razy uciekałem od źródeł, które On złożył w głębi mojej istoty. Mogłem sobie odejść daleko, bardzo daleko, i błąkałem się po drogach bez wyjścia. Boża radość wydawała mi się nie do odnalezienia.
Nadeszła jednak chwila, kiedy odkryłem, że Chrystus nigdy mnie nie porzucił. Ledwie odważyłem się odezwać do Niego, a On mnie zrozumiał i już do mnie mówił. Kiedy uniosła się zasłona niepokoju, nadeszła ufność wiary i rozjaśniła mroki mojej nocy”.
Zastanawiam się czasami, dlaczego zaufanie do Chrystusa, który przychodzi rozjaśnić nasze wewnętrzne ciemności, jest dla mnie tak istotne. I rozumiem, że pochodzi to z doświadczeń mojego dzieciństwa.
W dniach poprzedzających Boże Narodzenie spędzałem dużo czasu przed żłobkiem, patrząc na Matkę Boską i nowo narodzone Dzieciątko u Jej stóp. Ten prosty obrazek wywarł wpływ na całe moje życie. Kiedyś pomógł zrozumieć, że dzięki Chrystusowi sam Bóg wszedł pomiędzy nas.
W noc Bożego Narodzenia szliśmy do kościoła. Kiedy miałem pięć czy sześć lat, mieszkaliśmy w wiosce w górach i trzeba było iść po śniegu. Ponieważ byłem najmłodszy, ojciec trzymał mnie za rękę. Mama, starszy brat i siedem sióstr szli za nami. Ojciec pokazywał mi na bezchmurnym niebie gwiazdę pasterzy, którą widzieli też trzej królowie.
Te chwile wracają do mnie, kiedy czytam w liście Apostoła Piotra: „Patrzcie na Chrystusa, który jak gwiazda świeci w nocy, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach”
.
Chryste, współczująca miłości, u źródeł Twojej Ewangelii odkrywamy, że jeśli nawet w każdym z nas jest jakaś ciemność, nade wszystko w niepojęty sposób Ty jesteś w nas obecny.
















Brak recenzji/opinii o tym produkcie
Dodaj swoją recenzję/opinię