Myślenie według wartości - ks. Józef Tischner

Myślenie według wartości - ks. Józef Tischner
W magazynie:
jest

nasza cena: 46.90 zł
cena rynkowa: 49.90 zł
Powiadom znajomego

Atrybuty

stron
700
format
124x195 mm
oprawa
twarda
ISBN
978-83-240-1769-0
data dodania do księgarni
23.08.2011

Jedna z najważniejszych polskich książek filozoficznych!

Znakomicie napisane eseje poświęcone wybranym współczesnym myślicielom (m.in. Husserlowi, Heideggerowi, Levinasowi, Ingardenowi i Kępińskiemu), wielki spór z tomizmem o kształt filozofii chrześcijańskiej, wreszcie zarys własnej koncepcji filozoficznej, rozwiniętej później w Filozofii dramatu i Sporze o istnienie człowieka.
 
Zasadniczym tematem książki jest współczesny kryzys nadziei.
 
„Kiedyś - pisze we wstępie autor - ludzie zabijali się w imię wiary w wyższość własnej nadziei nad nadzieją cudzą. Dzisiaj >>doduszają się<< własną beznadziejnością”. Odpowiedzią na taki stan rzeczy ma być nowa filozofia człowieka, czerpiąca z polskich doświadczeń i chrześcijańskich źródeł.
 
Filozoficzne credo ks. Józefa Tischnera.
 
 
spis treści
 
CZYM JEST FILOZOFIA, KTÓRĄ UPRAWIAM
DO DRUGIEGO WYDANIA

INSPIRACJE

I. W KRĘGU MYŚLI HUSSERLOWSKIEJ
Wokół sporu o idealizm
Spór o ja transcendentalne
Poza obszarami bycia
Czy kryzys racjonalizmu?

II. SWEMU ISTNIENIU ZAUFAĆ
Człowiek i jego świat
Człowiek i czas
Odpowiedzialność

III. TEORIA POZNANIA W WIĘZACH ONTOLOGII
Kierunki rozwiązań Ingardena
Istota poznania
Sprawa metody

IV. FENOMENOLOGIA A SOCJOLOGIA
Pytanie pierwsze
Pytanie drugie
Pytanie trzecie i ostatnie
Zakończenie

V. PERSPEKTYWY HERMENEUTYKI
Semantyka symbolu religijnego
Hermeneutyka refleksyjna a strukturalizm
Rys refleksyjny symbolu i egzystencja
Perspektywy aksjologiczne
Wymiar metafizyczny
Zakończenie

VI. MARTIN HEIDEGGER

VII. MARTINA HEIDEGGERA MILCZENIE O BOGU
Prometeusz jako symbol
Człowiek - strażnik bytowania
Myślenie w stronę Boga
O krytykach słów kilka

VIII. PRAWDA BYCIA I WOLNOŚCI, CZYLI FILOZOFIA PO HEIDEGGERZE
Sens bycia
Ponowione pytanie
Filozofia po Heideggerze

IX. GABRIEL MARCEL
Problem i tajemnica
W stronę Boga...
W stronę drugiego człowieka

X. EMMANUEL LÉVINAS
Pragnienie metafizyczne i separacja
Epifania twarzy
Transcendencja

XI. BYŁO FORMALISTÓW WIELU

XII. DROGAMI LUDZKICH SPRAW
Godność człowieka
Lęki współczesnych
Wolność i prawda
Miejsce patrzenia


KONFRONTACJE
 
I. SCHYŁEK CHRZEŚCIJAŃSTWA TOMISTYCZNEGO
Teologia spekulatywna
Problem syntezy
Dwa punkty widzenia

II. O CO WŁAŚCIWIE CHODZI?

III. FILOZOFIA I CHRZEŚCIJAŃSTWO
Od czego odwrót?
Co z systemem?
Co z chrześcijaństwem?

IV. JASKINIA BEZ CIENI?
Okradający i okradani...
Metafizyka a prawo karne
Zmysł rzeczywistości

V. ŚWIADECTWO FILOZOFII
Subiektywizm a subiektywność
Rozbity świat
Wartość i wartościowanie
No więc poznajmy...

VI. SPORU O INSPIRACJĘ CIĄG DALSZY
Zadania filozofii
Kłopoty z istnieniem
Funkcjonalizm i inne drobiazgi

VII. KU PRAWDZIE O ISTNIENIU

VIII. TOMIZM BEZ MITOLOGII
Dlaczego nie tomizm
Filozofia i duszpasterstwo
Problem ”pomostu”

IX. REFLEKSJE NAD MYŚLENIEM I UCZESTNICTWEM
Metafizyka i doświadczenie
Filozofia i cierpienie
Sposób obecności

X. CZŁOWIEK PRZEZ OKNA SYSTEMU
Dwie perspektywy, dwa widoki
Opisy faktów i ich wyjaśnienia
Doświadczenie Ja i sprawa substancji
Projekcja idei aktu
Człowiek jako transcendens

XI. MYŚLENIE RELIGIJNE
Wewnętrzny nauczyciel
Wiarygodny świadek
Myślenie o scenie dramatu
Owoc syntezy

WARTOŚCI I MYŚLENIE
I. SZTUKA ETYKI
Etyka i doświadczenie
Norma i wartość
Sposoby bycia
Etyka i sztuka

II. MIĘDZY MORALNYM KOMPROMISEM A UTOPIĄ
Próby definiowania
Żelazna granica bezkompromisowości
Dzielność wobec siebie
Dzielność w obliczu świata wartości
O mądrym kompromisie

III. FILOZOFIA WYPRÓBOWANEJ NADZIEI
Postawa wyjściowa: pozwolić być
Dialog: rozumienie
Zmysł rzeczywistości
Zmysł wartości
Kępińskiego filozofia człowieka

IV. LUDZIE Z KRYJÓWEK
Kryjówka i przestrzeń obcowań
System wartości
Przekroczenie progu

V. LABIRYNTY RACJONALIZMU
O monizmie racjonalistycznym
Pluralizm racjonalizmów
O sporze jako takim

VI. ŚWIADECTWO HEROICZNEMU MYŚLENIU
Wezwanie prawdy
Obecność chrześcijaństwa

VII. MYŚLENIE O ETHOSIE SPOŁECZNYM
Filozofia społeczna
Nadzieja i projekt jutra
Podjęcie przeszłości
Teraźniejszość
Myślenie

VIII. MYŚLENIE Z WNĘTRZA METAFORY
O tym, skąd filozof mówi...
O tym, o czym filozof chce mówić...
Co robią filozofowie z faktycznością...
Co uznaje myślenie bez metafor...

IX. MYŚLENIE WEDŁUG WARTOŚCI
Problem wartości
Spotkanie
Myślenie według wartości
Aksjologia i kryzys
 
 
 
fragment książki
 
Przyznam to otwarcie: na kształcie „mojej filozofii” wycisnęły głębokie piętno warunki, w jakich dotychczas żyłem i pracowałem. Sedno sprawy jest proste. Tak się jakoś złożyło, że najpierw zacząłem uczyć się filozofii, a dopiero potem naprawdę spotkałem się z człowiekiem. Filozofii zacząłem się uczyć głównie na tomizmie. Był to taki tomizm, na jaki nas wtedy było stać. Nie sądzę, żeby to był zły tomizm. Potem nastąpiło zetknięcie z konkretnym człowiekiem. Zostałem duszpasterzem „z prawem do filozofowania”. Przyszły rozmowy z ludźmi, spotkania, rozstania: konfesjonał, katecheza, kazanie, odprowadzenie na wieczny spoczynek i... kradzione chwile na studia. W międzyczasie miałem wiele szczęścia: spotkałem Romana Ingardena. Zaczęły się studia fenomenologii pod jego kierunkiem. A potem znów to samo: konfesjonał, kazanie, katecheza, wędrówka po cmentarzu, odwiedziny u chorego. Rygoroza doktorskie zdawałem, prowadząc jednocześnie pierwsze w życiu rekolekcje dla studentów.

Jaki był wynik owych spotkań?

Było nim odkrycie, że nasz współczesny człowiek wkroczył w okres głębokiego kryzysu swej nadziei. Kryzys nadziei jest kryzysem podstaw. Kiedyś ludzie zabijali się w imię wiary w wyższość własnej nadziei nad nadzieją cudzą. Dzisiaj „doduszają się” własną beznadziejnością.

To otwiera dla filozofii specjalne zadania i specjalne pole odpowiedzialności. Dla mnie oznaczało to duchowe rozstanie się z tomizmem. Wykładałem już wtedy filozofię w seminarium, wróciłem z zagranicy. O tym rozstaniu trzeba było powiedzieć otwarcie. Wtedy napisałem Schyłek chrześcijaństwa tomistycznego. Teza artykułu była prosta: to nie chrześcijaństwo przeżywa kryzys, ale jedna z jego wersji interpretacyjnych. Chrześcijaństwo jest nadal szansą.

W efekcie zasłużyłem sobie na to, że zaliczono mnie do fenomenologów (A. Stępień, M. Gogacz i in.) zainteresowanych w sposób szczególny „aksjologicznymi podstawami chrześcijaństwa” (T. Mrówczyński). Ale nie te klasyfikacje są dla mnie najistotniejsze. Najistotniejsza była nazwa, którą znalazłem na określenie kryzysu.

Teraz trzeba było dawać odpowiedź. Szła ona w dwóch kierunkach, a obydwa były w jednakowym stopniu wyznaczone potrzebami chwili.

Kierunek pierwszy: popularyzacja. Istnieje w Polsce niezwykle wielka potrzeba popularyzacji filozofii, zwłaszcza filozofii współczesnej. Ludzie chcą, aby im mówić o rozmaitych „-izmach”. I to nie ze snobizmu, chcą autentycznie. Od tej potrzeby uciec nie można. Więc eseje o Marcelu, Heideggerze, Lévinasie, Ricoeurze, Schelerze i wielu innych. To wszystko jako wynik wykładów, konferencji, seminariów. Przy okazji pytanie: do jakiego „-izmu” ja zaliczę siebie? Byłem przekorny. Postanowiłem filozofować „bez etykiety”. Fenomenologia to tylko metoda. Każdy jest w jakimś zakresie fenomenologiem. Ale metoda to nie żaden „-izm”. W tym postanowieniu nie wszystko jednak było przekorą. To stara prawda: kto zdecydował się na filozofowanie, powinien zejść z grzbietu klasyka. Spróbowałem schodzić z grzbietu klasyków. Co nie znaczy, że się odcinam. Sam wiem najlepiej, ile zawdzięczam Schelerowi i Lévinasowi. Zarazem jednak wiem, że gdy stanąłem twarzą w twarz wobec naszego kryzysu nadziei, musiałem całkiem samodzielnie wymyślać i wymierzać słowa. Cóż więc było ostatecznym celem popularyzacji? Starałem się przywoływać na pomoc najbliższą mi myśl europejską dla ratowania naszej polskiej nadziei. Tak ściągałem z nich haracz za przedmurze i inne podobne historie.

Namawiano mnie także, abym czynił coś odwrotnego. Mówiono: trzeba dać się poznać światu, wejść w międzynarodowy dialog, pokazać, że my też rozumiemy hermeneutykę, dziejowość i epifanię twarzy (to Lévinas). To piękna pokusa, ale dla mnie niemożliwa do zrealizowania. W mojej naturze leży egoizm. Nie mam zamiaru ratować nadziei Niemców, pokazując im Husserla, ani Francuzów, ucząc ich Bergsona czy Ricoeura. Ja sam jednak nie mogę nie znać tych panów. Powinienem ich znać, bo z tego może być pożytek przy szukaniu odpowiedzi na pytania zrodzone na tej ziemi. Egoizm jest zawsze źródłem ciasnoty. Wybrałem, aby być ciasnym i tępym filozofem Sarmatów. Staram się im wymyślać i dobrze im radzić. Na szczęście niezbyt mnie słuchają, więc i wina moja nie będzie zbyt wielka.

Kierunek drugi: szukanie dróg wyjścia z kryzysu nadziei. Powiem o tym najprościej, powołując się na znany fakt. Mamy w Polsce postać o. Kolbego, który - czy się tego chce czy nie - jest częścią naszych ostatnich dziejów. O. Kolbe jest kimś więcej niż franciszkaninem, który poświęcił swe życie za drugiego. Jest on także żywym wcieleniem naszej, polskiej, gdzieś we krwi naszej zawartej, ale nigdzie do końca nie opisanej filozofii człowieka. Zaś na Zachodzie mamy: egzystencjalizm, strukturalizm, cybernetykę, alienację i teorię zachowania na deser. Fakt Kolbego jest absolutnie poza tym wszystkim. Takiego świadectwa człowiekowi, jakie swym uczynkiem dał o. Kolbe, nie dał żaden współczesny kierunek filozofii człowieka. Heidegger mówi: „człowiekowi w jego byciu chodziło o własne bycie”. Sartre mówi: „drugi to piekło”. Lévi-Strauss mówi: „piekło jest we mnie”. Inny strukturalista mówi: „koniec człowieka”. A my mamy Kolbego. Gdybyż tylko Kolbego! Iluż było takich, o których nikt nie wiedział! W tym leży nasz problem: brak własnej filozofii człowieka idzie w parze z niezwykłą wrażliwością na sprawy człowieka. Naprawdę nie mordowaliśmy swoich królów, nie dobijali rannych, „w klasy” bawiliśmy się trochę jak dzieci, nie napuszczaliśmy na współziomków „capich biesów” rodem z Dostojewskiego, nawet diabła umieliśmy skłonić do tego, żeby dla dobra potępionego przyjął łapówkę. Mimo to na naszych katedrach i w naszych podręcznikach królują „-izmy”. Na tym polega nasz paradoks.

Jest jeden wyjątek: Antoni Kępiński, lekarz psychiatra. Ten wie o człowieku więcej niż Freud, Heidegger, Lévinas. W moim przekonaniu to pierwsza po polsku odczuta, po polsku napisana, z polskiej dobroci płynąca, a zarazem uniwersalnie mądra, polska filozofia człowieka. Zarazem jakiś niezwykły sposób ratowania człowieka przed światem i przed samym sobą. Dodajmy: dzieło rozchwytywane przez ludzi i zarazem cudownie nieobecne na kartach ostatnich prac poświęconych filozofii człowieka.
 
 

 

 

Recenzje/Opinie o produkcie

Brak recenzji/opinii o tym produkcie

Dodaj swoją recenzję/opinię