Wy jesteście światłem świata - Martin Rhonheimer

Wy jesteście światłem świata - Martin Rhonheimer
W magazynie:
jest

nasza cena: 36.90 zł
cena rynkowa: 38.90 zł
Powiadom znajomego

Atrybuty

stron
456
format
116x190 mm
oprawa
zintegrowana ze skrzydełkami
ISBN
978-83-7502-269-8
data dodania do księgarni
29.09.2011
Martin Rhonheimer od ponad trzydziestu lat należy do Opus Dei. W książce odpowiada na wątpliwości nurtujące ludzi, którzy coś słyszeli o Dziele założonym przez św. Josemarię Escrivę de Balaguera, lecz nie są pewni, co na temat Opus Dei mają myśleć.
 
Autor przedstawia nie tylko genezę powstania Opus Dei na tle burzliwych czasów hiszpańskiego faszyzmu, ale też kreśli założenia duchowe i powołanie Prałatury personalnej Kościoła Katolickiego we współczesnym świecie. Kieruje swoją książkę do młodych, ale też do wszystkich świeckich chrześcijan, którzy poszukują rzetelnej wiedzy o gruntownej formacji, lecz wcale nie myślą o przywdzianiu zakonnego habitu czy o zrezygnowaniu z założenia rodziny.
 
 
spis treści
 
Przedmowa
Wstęp
I    
Powołanie chrześcijańskie
Odbijać światło Chrystusa
„Dzień Pański” – Eucharystia i posłanie
„Jeśli chcesz być doskonały... pójdź za mną”
Wielkość zwyczajnego życia
Świętość: prawdziwa „kariera” chrześcijanina
Każdy chrześcijanin – apostołem

II   
Chrześcijanin: świadek prawdy i wiary
Umiłowanie prawdy
Prawda chrześcijańska radosną nowiną
Grzech i odkupienie 
Jezus Chrystus i jego Kościół
Kościół katolicki: światło narodów
Kościół – papież – jedność chrześcijan
Droga: najświętsze człowieczeństwo Jezusa Chrystusa

III  
Boskie drogi na ziemi: Duch i cel Opus Dei
Spotkać Boga w zwykłym życiu
2 października 1928 roku: św. Josemaría Escrivá „widzi” Opus Dei
Żyć jako dzieci Boże
Jak Jezus w Nazarecie: uświęcenie pracy
Dusza kapłańska: duch poświęcenia, troska o innych, modlitwa
Mentalność świecka: wolność, osobista odpowiedzialność, naturalność
Cnoty chrześcijańskie i apostolstwo na co dzień

IV   
Pragnąć służyć: Powołanie do Opus Dei
Powołanie - nowe światło
Specyficzna misja w łonie Kościoła
Oddać życie za innych
Jak zapalone latarnie
Spojrzenie na historię: nieporozumienia i kłamstwa
Opus Dei: instytucja i rodzina
Szkoła świętości: chrześcijańska asceza
Narzędzia w ręku Boga

V    
Ta sama droga, różne sposoby jej pokonywania 
Małżeństwo i celibat: dwie możliwości chrześcijańskiego oddania

Małżeństwo: powołanie człowieka i chrześcijanina
Bezżenność dla królestwa Bożego: celibat apostolski
Drogi miłości i cnota świętej czystości
Numerariusze i numerarie w Opus Dei

VI   
Wstąpienie do Opus Dei i życie w nim: kształcenie, środki, cnoty
Droga miłości: gotowość do poddania się formacji
Przyjęcie do Opus Dei, prawa i obowiązki, podstawowe wykształcenie
Środki: plan życia i środki formacyjne
Cnoty (1): pokora, szczerość, posłuszeństwo, hojność 
Cnoty (2): duch pokuty i umartwienia
Cnoty (3): oderwanie i duch ubóstwa
Cnoty (4): pracowitość, dzielność, miłość bliźniego
Nikt nie jest sam: braterstwo i życie rodzinne w Opus Dei

VII  
Jak rozpoznać powołanie
Przed podjęciem decyzji
Powołanie a dom rodzinny
Sprawa między daną osobą a Bogiem
Wolność i hojność wobec Boga
Cytowane dzieła Josemaríi Escrivy de Balaguera
Najważniejsze dzieła bibliograficzne o św. Josemaríi Escrivie i o Opus Dei
Niektóre polecane strony internetowe dotyczące Opus Dei
 
 
FRAGMENT

Pragnąć służyć:
Powołanie do Opus Dei
 
A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie (J 17, 19).
 
Powołanie – nowe światło
 
Pewnego dnia roku 1974 dyrektor ośrodka akademickiego Opus Dei w Zurychu, moim rodzinnym mieście, niespodziewanie zaprosił mnie na piwo. Bardziej niż owo zaproszenie zaskoczyło mnie to, że je przyjąłem, chociaż nie lubiłem piwa. Mój przyjaciel był fizykiem i przygotowywał pracę doktorską. Znaliśmy się już od dłuższego czasu i często dyskutowaliśmy na tematy z pogranicza filozofii i fizyki. Próbował też wzbudzić mój zapał dla odbywających się właśnie mistrzostw świata w piłce nożnej, a szczególnie zainteresować mnie znakomitą wówczas piłką holenderską. Obejrzeliśmy wiele meczów mundialu i wspólnie przed telewizorem przeżywaliśmy porażkę naszej ulubionej drużyny w finale. Byłem wówczas studentem bardzo zaangażowanym w politykę uniwersytecką, wydawałem gazetę uczelnianą, czułem się ważny i, oczywiście, miałem się za „dobrego katolika”. Dlatego bardzo się zdziwiłem, kiedy mój przyjaciel – nie pamiętam już nawet, co wtedy piliśmy, chyba jednak nie piwo – zamiast o fizyce i filozofii zaczął rozmawiać ze mną o zadaniach chrześcijan w świecie. Przede wszystkim podkreślał, że my, chrześcijanie, musimy „prowadzić apostolstwo”. Nie bardzo mnie to przekonywało, broniłem się, oponowałem, mówiłem, żeby nie przesadzał, twierdziłem, że ja już i tak prowadzę apostolstwo, przecież wydaję gazetę, dzięki której mogę propagować wspaniałe ideały, poza tym prawie w każdą niedzielę chodzę do kościoła.
 
No cóż, dziś patrzę na to trochę inaczej. Faktycznie nie miałem wówczas pojęcia, co to właściwie oznacza „prowadzić apostolstwo”. Samo sformułowanie wydaje się nawet nieco sztuczne. Z pewnością można by to wyrazić w sposób bardziej elegancki, ale zarazem bardziej skomplikowany: „zachowywać się jak apostoł”, „prowadzić działalność apostolską”, ale czy rzeczywiście ma to takie znaczenie, czy słowa są w tym przypadku aż tak istotne? Decydujące znaczenie miało to, co mój przyjaciel chciał mi dać do zrozumienia: coś w moim życiu powinienem zmienić. Chciał mnie wyrwać z pewnego wygodnictwa (mieszkałem wówczas w rodzinnym domu, w pięknym pokoju, w pełnym komforcie). Nie pamiętam już dokładnie, jak to się stało i dlaczego, ale od tej rozmowy zacząłem chodzić do kościoła już nie tylko w niedzielę, ale też w dni powszednie, w tym celu nawet zacząłem wcześniej wstawać. Wyznaczyłem sobie stały czas na rozmowę z Bogiem, czyli na modlitwę, rozważania, czy jak kto chce to nazywać. Zacząłem rozmawiać o moim życiu duchowym z księdzem, który opiekował się akademikiem. Dawał mi dobre rady, dodawał odwagi, poprawiał, gdy błądziłem, i często zaznaczał, że mógłbym uczynić dla Pana coś więcej. Nie miałem jednak ochoty pytać, co znaczy to „więcej”, więc sprawa pozostała otwarta...
 
Oczywiście, członkowie Opus Dei, których znałem, a zwłaszcza Toni, wspomniany w poprzednim rozdziale, zawsze robili na mnie spore wrażenie. Podziwiałem ich za zapał, z którym podejmowali studia uniwersyteckie czy politechniczne, za entuzjazm towarzyszący uprawianiu sportu czy górskim wędrówkom. Z nimi można było dyskutować o wszystkim – o muzyce, polityce, historii i tym podobnych tematach. Byli wspaniałymi przyjaciółmi: radośni i skorzy do pomocy, ale też autentycznie pobożni. Wykorzystywali nawet czas wakacji, by na różnych kursach zdobywać wiedzę filozoficzną i teologiczną. Dlatego też potem potrafili jasno i z dużą wiedzą odpowiadać na pytania z zakresu wiary.
 
Mój podziw dla nich był więc duży, aż pewnego dnia odkryłem, że Pan także mnie chciałby poprowadzić w tym kierunku. Pomysł mnie pociągał, ale jednocześnie trochę przerażał. Po tygodniu wewnętrznej walki wreszcie zrezygnowałem ze stawiania oporu. Wszystko rozstrzygnęło się w modlitwie. Wkrótce moje życie zmieniło się diametralnie. Na początku przez jakiś czas mieszkałem jeszcze w domu rodzinnym, studiowałem i pracowałem jako asystent na uniwersytecie. W tym czasie jednak „apostolstwo” zaczęło nabierać konkretnego kształtu, stając się moim stałym zajęciem. Nie w tym sensie, że miałbym zaniedbywać inne obowiązki, przeciwnie. Po prostu zacząłem dostrzegać w innych nie tylko kolegów czy współpracowników, lecz także dusze. Wszystko zyskało wymiar apostolski. Zacząłem nawet grywać w piłkę nożną, co wcześniej było dla mnie nie do pomyślenia, choć nie byłem przeciwnikiem sportu (grałem w tenisa, byłem, i nadal jestem, zapalonym narciarzem). W grze w piłkę w niedzielne popołudnia dostrzegłem teraz jeszcze jedną okazję do kontaktu ze studentami i nawiązywania nowych przyjaźni.
Każdy może potwierdzić to doświadczenie – gdy prosi o przyjęcie do Opus Dei, jego „tak” w odpowiedzi na zaproszenie Pana powoduje ewidentną przemianę wewnętrzną człowieka. Wyzwala nowe spojrzenie na życie, pracę, możliwości wpływania w chrześcijański sposób na otoczenie rodzinne, zawodowe i społeczne oraz przybliżania innym ludziom Chrystusa, Kościoła, jego nauki i sakramentów. Obcowanie z przyjaciółmi czy kolegami z pracy uzyskuje nowy wymiar. Zaczyna się kochać bliźnich w nowy sposób: miłością Chrystusa, w której odkrywamy pragnienie otwarcia przed nimi owej tajemnicy, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga, a On jest naszym Ojcem. Zaczyna się poznawać w nowy i głębszy sposób, czym jest przyjaźń, a także odczuwać potrzebę posiadania wielu przyjaciół, zbliżenia się do ludzi, którzy dotychczas byli tylko naszymi znajomymi czy sąsiadami: potrzebę „otwarcia się niczym wachlarz”, jak mawiał św. Josemaría, i posiadania serca dla wszystkich. Zaczyna się rozmawiać z nimi również o Bogu, szczerze i głęboko, w codzienności powszedniego dnia: w drodze do szkoły czy pracy, podczas przerwy, przy szklance piwa, po obejrzeniu jakiejś wystawy, w przerwach kongresu naukowego czy z okazji górskiej wycieczki. Niekiedy do takiej rozmowy dochodzi spontanicznie, kiedy indziej dlatego, że z wyczuciem ją inicjujemy. I zawsze jest to okazja, aby pokazać naszym przyjaciołom, że codzienna krzątanina, ich praca, powinna być przede wszystkim drogą służenia innym ludziom i chwalenia Boga: drogą świętości.
 
Jądrem apostolstwa Opus Dei i głównym zajęciem apostolskim jego członków jest właśnie to apostolstwo przyjaźni i ufnej rozmowy, dzięki któremu zaczęła się, jak to napisałem na początku tego rozdziału, także moja droga wiodąca ku dostrzeżeniu głębszego sensu chrześcijańskiego powołania. Potem stopniowo, dzień po dniu, odkrywa się, że praca zawodowa stanowi możliwość chrześcijańskiego oddziaływania w kontekście społecznym. Nabiera się odwagi do podejmowania nowych form społecznego zaangażowania, a jeśli ktoś chce, to i politycznego. Członkowie Opus Dei mogą uczestniczyć na wiele sposobów w rozmaitych inicjatywach apostolskich, wspieranych duchowo przez Dzieło, w tak zwanych dziełach korporacyjnych czy zarządzanych przez Opus Dei.
 
Osobiste apostolstwo przyjaźni i ufnej rozmowy urzeczywistniane w codziennej pracy i życiu rodzinnym, jak również działalność formacyjna różnych ośrodków i dzieł korporacyjnych – wszystko to sprawia, że Opus Dei staje się, jak wyraził to jego Założyciel, „wielką katechezą” i specyficznym „zastrzykiem dożylnym” chrześcijańskiego ducha bezpośrednio do krwiobiegu ludzkiego społeczeństwa. Jako instytucja Kościoła katolickiego Opus Dei współpracuje w sposób zupełnie specyficzny i w istocie nowatorski, absolutnie „laicki” bądź „świecki”, nad urzeczywistnieniem misji Kościoła. Swoją działalność opiera na nowatorstwie i świeżości działań pierwszych chrześcijan, którzy żyli niczym zaczyn w cieście pośród ówczesnego pogańskiego świata. Opus Dei formuje nowy rodzaj apostołów, którzy chcą wyrazić, praktycznie i konkretnie – wobec innych katolików, chrześcijan i w ogóle ludzi – to, co stanowi istotę ducha Opus Dei: że każda ludzka praca czy wykonywany zawód, jeśli nie są niegodne, mogą stać się drogą do świętości, mogą każdego doprowadzić do pełni życia chrześcijańskiego. Każda uczciwa praca może stać się spotkaniem z Bogiem, okazją, by okazywać Mu miłość oraz przekazywać ludziom i nieść w świat Jego miłość. Bóg oczekuje od wszystkich, aby uświęcali się tam, gdzie żyją i pracują. Nie po to jednak, by świat ruszyć w posadach, przeciwnie, po to, by znowu umieścić go na właściwym torze, by poprzez działanie Ducha Świętego uczynić świat miejscem pokoju i sprawiedliwości.
 
Członkowie Opus Dei, realizując to zadanie, dysponują specyficznymi środkami duchowymi, głęboko zakorzenionymi w życiu eucharystycznym. Opierają się one na modlitwie i są wyrazem dialogu z Bogiem, naszym Ojcem, Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym oraz stanowią formę ufnego obcowania z Matką Bożą Maryją, świętym Józefem i Aniołami Stróżami... Ponadto członkowie Dzieła znajdują się pod stałą opieką duchową. Powołanie do Opus Dei nie jest dla nich czymś „nowym” w tym sensie, że stają się kimś innym niż „zwyczajni chrześcijanie”. Jest to zaproszenie Pana, by w służbie Kościołowi realizować osobiste powołanie do bycia chrześcijaninem, lecz z nowym radykalizmem i oddaniem. Chodzi też o to, by czynić to nie w pojedynkę, w izolacji, lecz w dużej duchowej rodzinie, która rozsiana jest po całym świecie. Członkowie Opus Dei przeżywają swoje powołanie chrześcijańskie w duchu Dzieła (zob. poprzedni rozdział) oraz z pomocą i wsparciem swoich braci i sióstr również należących do Dzieła. To wsparcie wykracza daleko poza to, którego mogą udzielić struktury duszpasterstwa kościelnego (jak na przykład parafie) obciążone wieloma zadaniami i odpowiedzialne za „podstawowe posługi”. Powołanie do Opus Dei pozwala rzeczywiście pójść za Chrystusem bez konieczności porzucania dotychczasowego życia i miejsca w świecie. Ten, kto je otrzymuje, rozumie, że właśnie to miejsce na świecie, ze wszystkimi jego możliwościami i związaną z nim odpowiedzialnością, jest jego drogą i środkiem do służby Bogu, Kościołowi i bliźnim.
 
 
Specyficzna misja w łonie Kościoła
 
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus w modlitwie do Boskiego Ojca mówi o swoich uczniach: „Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem” (J 17, 18). Misja Jezusa znajduje kontynuację w misji Jego apostołów i Jego Kościoła, w misji uczniów Chrystusa w ogóle, mimo że każdy z nich wypełnia ją w inny sposób i w innych zadaniach. Bóg daje wszystkim chrześcijanom poprzez chrzest światło wiary i Ducha Świętego, który zapala w nas swoją miłość, abyśmy wraz z Nim przemieniali świat. Ważne, by zrozumieć, że Bóg – oprócz tego, że posługuje się różnymi środkami – działa w świecie także poprzez innych ludzi, którym zsyła określone łaski, by zrealizować swój opatrznościowy plan. Bóg jest Panem historii i nieustannie powołuje ludzi do coraz to nowych zadań.
 
W taki sposób, jak pisałem w rozdziale drugim, powołał Noego, Abrahama, Jakuba, któremu dał imię „Izrael”, i Mojżesza. Powołał też sędziów, królów i przede wszystkim proroków (Eliasza, Ezechiela, Izajasza, Jeremiasza, Daniela i wielu innych, aż po Jana Chrzciciela), aby utrzymać swój lud na drodze wierności danym obietnicom. Cały lud Izraela był „ludem kapłańskim”, miał boskie zadanie, misję podarowania światu Zbawiciela. Wreszcie Bóg powołał Maryję z Nazaretu, aby stać się z Niej i w Niej człowiekiem, a także powołał Józefa z królewskiego rodu Dawida na ziemskiego opiekuna wcielonego Słowa Bożego. A na końcu zgromadził wokół siebie dwunastu apostołów, jak dwanaście plemion Izraela, żeby na nich zbudować swój Kościół. Kościół jest więc nowym Izraelem, narodem Bożym – również „kapłańskim” – Nowego i Wiecznego Przymierza, które zawarł Jezus Chrystus za sprawą ofiarowania własnego życia i przelania własnej krwi. Ten lud Boży jako całość otrzymał misję, specjalne powołanie: być światłem Chrystusa.
 
Bóg nie chce bowiem realizować dzieła zbawienia sam. Pragnie raczej czynić to przy pomocy ludzi, współpracując z nimi, za ich pośrednictwem. Można powiedzieć nawet więcej: Bóg sam stał się człowiekiem, aby nas zbawić i tym samym położyć podwaliny pod swój Kościół. Misja Jezusa kontynuowana jest przez apostołów i Kościół, który spoczywa na fundamencie apostołów. Już w dniu Zmartwychwstania Pańskiego, gdy Jezus ukazał się swoim apostołom, rzekł im: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. [...]Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 21-23).
 
Powołanie apostołów to wzór każdego powołania w łonie Kościoła. W nim pierwotne powołanie otrzymane na chrzcie uzyskuje bardziej konkretny rys lub, jak kto woli, zostaje skierowane ku bardziej intensywnemu ofiarowaniu własnego życia. Trzeba jednak zrozumieć, że nie dzieje się to po to, by kogoś wyróżnić czy uprzywilejować, lecz by dzięki temu powołaniu urzeczywistniał się boski plan zbawienia wszystkich ludzi. Bóg w swojej miłości powołuje niektórych, aby służyli ogółowi, i udziela im do tego szczególnych łask.
 
Odpowiedzieć na powołanie do Opus Dei, gdy się je „dostrzega”, jest aktem wspaniałomyślności w służbie chrześcijanom i Kościołowi. Powołany oddaje całe życie w ręce Boga i powierza się działaniu Jego łaski, aby wypełnić obowiązek właściwy chrześcijaninowi, a zarazem zwykłemu obywatelowi: obowiązek służenia wszystkim duszom. On wie, że jest „drugim Chrystusem”, „samym Chrystusem” i prawdziwym apostołem, który uobecnia Jezusa w świecie, nie przestając jednak być jak inni. To oddanie własnego życia jest wewnętrznym aktem, który oznacza też podjęcie pewnych zobowiązań dotyczących osobistego życia duchowego i formacji chrześcijańskiej.
 
W Opus Dei potrzebna jest wewnętrzna gotowość do ciągłego podejmowania nauki przez całe życie i do przyjmowania pomocy, żeby wzrastać w miłości do Boga, móc być apostołem Chrystusa, żyć na tym świecie i przynosić owoce. Od tych, których Bóg powołuje do Opus Dei, wymaga On więcej, ale także więcej oni otrzymują. Wraz z powołaniem Bóg daje im wszystko, czego potrzebują, aby inni mogli korzystać z pełni ich życia duchowego, ich więzi z Chrystusem i ich głębokiej i rzetelnej znajomości wiary katolickiej – mają oni bowiem dawać bliźnim to, co otrzymali od Boga ze względu na swoje powołanie. W konsekwencji motywem przyłączenia się do Opus Dei nie może być egocentryczne poszukiwanie osobistej świętości – co wcale nie jest chrześcijańskie – ale głębokie pragnienie służenia innym. Tylko to może uzasadnić przyjęcie przez kogoś powołania, któremu później pozostanie wierny.
 
Modlitwa Jezusa za uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy zawiera znamienne zdanie: „A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17, 19). Jezus oddaje swoje życie w ręce Boskiego Ojca i pragnie we wszystkim spełnić Jego wolę, „uświęcając się”, aby i Jego uczniowie „zostali uświęceni w prawdzie”. Ta postawa określa życie Kościoła: oddać życie za braci, być światłem, aby wszyscy byli światłem, realizować apostolstwo, które pochodzi z głębokiej jedności każdego z nas z Bogiem. „Musisz być «Bożym człowiekiem», człowiekiem życia wewnętrznego, człowiekiem modlitwy i poświęcenia. – Twoje apostolstwo winno być wylewaniem się nadmiaru życia wewnętrznego” . Bóg pragnie mieć niektórych z nas bliżej, aby przez nich móc przyciągnąć do siebie wszystkich. Pragnie w swoim Kościele Opus Dei, aby pośród zwyczajnych chrześcijan byli też tacy, którzy podążają za Nim w szczególnej bliskości. W ten sposób będą oni mogli „poderwać” innych chrześcijan, pomóc im odkryć na nowo chrześcijańskie powołanie i potraktować je na serio. A wówczas przestaną wreszcie myśleć, że świętość i apostolstwo to zadania tylko dla kościelnych „zawodowców”, takich jak księża i zakonnicy.
 
Opus Dei istnieje więc po to, aby przypominać zwykłym chrześcijanom, że powołanie do świętości i apostolstwa dotyczy wszystkich wiernych bez wyjątku i że codzienna praca zawodowa jest drogą i środkiem do świętości. Dlatego jest to powołanie powszechne, co uroczyście stwierdził Sobór Watykański II w 1964 roku, potwierdzając tym samym to, co przepowiadał św. Josemaría od 1928 roku wbrew powszechnie panującym poglądom. W Konstytucji apostolskiej Ut sit z 1982 roku Ojciec Święty zapisał, że św. Josemaría założył Opus Dei „pod wpływem natchnienia Bożego” . Wraz z erygowaniem Opus Dei jako prałatury personalnej Papież wyznaczył Dziełu miejsce w Kościele zgodne z jego naturą.
 
Opus Dei jako prałatura personalna, a tym samym element istniejącej na całym świecie struktury hierarchicznej Kościoła katolickiego, podlega bezpośrednio Stolicy Apostolskiej w Rzymie i ma specyficzne zadanie: służąc poszczególnym Kościołom lokalnym (diecezjom), szerzyć wśród ludzi wszystkich warstw społecznych i narodów świadomość powszechnego powołania do świętości, zwłaszcza zaś uświadamiać im – co jest podstawową ideą – że zwyczajna praca zawodowa jest drogą do świętości i apostolstwa. Przez beatyfikację i kanonizację założyciela Opus Dei, dokonaną przez papieża Jana Pawła II w latach 1992 i 2002, Kościół jasno potwierdził nadprzyrodzony charakter powstania Opus Dei, pieczętując tym jego istnienie. „Wznosić świat ku Bogu i zmieniać go od wewnątrz to właśnie jest ideał, jaki wam ukazuje święty założyciel” – powiedział papież Jan Paweł II 6 października 2002 roku na placu Św. Piotra w Rzymie w homilii z okazji kanonizacji Josemaríi Escrivy i dodał:
 
Podążając jego śladami, uświadamiajcie wszystkim ludziom, bez względu na rasę, stan społeczny, kulturę i wiek, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Przede wszystkim starajcie się o to, byście wy sami byli święci, zachowując ewangeliczną postawę pokory i służby, zawierzając się opatrzności Bożej i nieustannie wsłuchując się w głos Ducha Świętego. W ten sposób będziecie „solą ziemi” (Mt 5, 13) i zajaśnieje „wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16).
 
Czy to miałoby oznaczać, że aby być dobrym chrześcijaninem, trzeba należeć do Opus Dei? Oczywiście, że nie! Jednak zajmijmy się przez chwilę sformułowaniem „być dobrym chrześcijaninem”. Myślę, że wiele osób, które mówią o „dobrych chrześcijanach”, nie do końca wie, o czym mówi. Dobry chrześcijanin to ktoś, kto postępuje – a raczej ze wszystkich sił stara się postępować – tak jak naucza i nakazuje Jezus w Ewangelii, czyli żyje tak, jak niegdyś żył sam Jezus. „Tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35). Miarą naszej miłości bliźniego jest więc miłość Chrystusa do nas. Znajdujemy tę miarę w życiu samego Jezusa. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 12-13).
„Oddać życie za przyjaciół swoich” to istota chrześcijańskiego powołania. Niemniej wiele osób (na pewno nie wszyscy, ale ze mną tak było) odkrywa, kim powinien być „dobry chrześcijanin”, dopiero kiedy poznaje Opus Dei i w końcu decyduje się odpowiedzieć na zaproszenie Pana, by służyć Mu w ten sposób. Można więc śmiało powiedzieć, że kiedy ktoś przystępuje do Opus Dei, ma już w sobie pragnienie bycia „dobrym chrześcijaninem”, poważnego traktowania swojego chrześcijaństwa i zachowywania gotowości, by „oddać życie za przyjaciół swoich”. Innego powodu nie ma i być nie może. Ale to nie znaczy, że każdy, kto chce być dobrym chrześcijaninem, musi wstąpić do Opus Dei, ani że poza Dziełem nie można być dobrym chrześcijaninem! Byłby to bezsensowny pomysł, choćby dlatego, że w łonie Kościoła istnieje wiele dróg prowadzących do świętości oraz wiele sposobów naśladowania Chrystusa. Ponadto przecież wszystko zależy od łaski Boga i Jego konkretnej woli. Bóg może udzielić łaski każdemu, gdziekolwiek żyje, nawet jeśli nie idzie drogą określonego powołania wewnątrz Kościoła. Z reguły jednak dopuszcza w określonych momentach historii do powstania pewnych „charyzmatów”, to znaczy udziela pewnym ludziom szczególnych darów łaski, aby z ich pomocą urzeczywistnić swoje zamiary.
 
Specyficzny charyzmat Opus Dei polega na udzielaniu jego członkom szczególnego boskiego światła, dzięki któremu mogą głębiej zrozumieć sens i zakres powołania chrzcielnego, czyli podstawowego chrześcijańskiego powołania, a zarazem lepiej pomagać tym, którzy są zanurzeni w troskach tego świata, w odnajdywaniu świętości i podejmowaniu własnej chrześcijańskiej misji apostolskiej w najzwyklejszych okolicznościach życia. Tym charyzmatem Bóg obdarza pojedynczych, konkretnych ludzi dla korzyści ogółu chrześcijan i Kościoła. Celem Opus Dei nie jest „zwerbowanie” do swoich szeregów możliwie jak największej liczby katolików, lecz doprowadzenie do tego, by wszyscy katolicy, a wręcz wszyscy chrześcijanie, uświadomili sobie wynikające z ich chrztu powołanie i odpowiedzialność. Innymi słowy: Opus Dei istnieje po to, aby pomóc zwyczajnym chrześcijanom, zanurzonym w sprawy tego świata – świeckim wiernym – żyć prawdziwie po chrześcijańsku i być „światłem świata”.
 
Opus Dei dąży do rozlania pośród chrześcijan tego specyficznego ducha, który wypływa z Ewangelii (o czym już była mowa w rozdziale trzecim), a polega na tym, by w codziennej pracy zawodowej odnajdywać jedność z Chrystusem i żyć jako dziecko Boże. Jednocześnie duch ten sprawia, że dusza kapłańska i mentalność świecka współdziałają w nas w rzeczywistości codziennego życia, rozsiewając wokół pokój i radość. Wówczas przyczyniamy się do tego, że ludzie zaczynają się rozumieć i kochać, w społeczeństwie zwycięża sprawiedliwość i solidarność, a wszyscy dążą do współżycia w pokoju i poszanowaniu osobistej wolności.
 
Powołanie do Opus Dei zasiewa w duszy wewnętrzny impuls do poszukiwania w praktyce codziennego życia coraz to nowych form realizacji powszechnego powołania chrześcijańskiego i służby innym z odnowionym oddaniem i świeżym pragnieniem służenia. Aby jednak nikt nie czuł się osamotniony w swoich wysiłkach, każdy ze strony Opus Dei otrzymuje nieustanne wsparcie duchowe i ciągłą formację. Ostatecznie powołanie przygotowuje do tego, by każdy stał się Opus Dei. Dzieło nie jest abstrakcyjną instytucją, tworzą ją konkretni ludzi: Opus Dei wszystkie osoby, które idą za tym powołaniem. Być Opus Dei oznacza przyjąć i realizować we własnym życiu to szczególne zobowiązanie Kościoła – misję rozjaśniania wszystkich dróg na ziemi „światłem wiary i miłości” .
 
Jeszcze raz wyraźnie podkreślam, że powołanie do Opus Dei „ożywia” powołanie chrześcijańskie, które już się otrzymało. Należeć do Dzieła oznacza realizację tego powołania w specyficzny sposób, w specyficznym duchu (zob. rozdział trzeci) i z pomocą specjalnych duchowych środków (zob. rozdział szósty) w służbie całemu Kościołowi katolickiemu. Członkowie Opus Dei to zwyczajni wierni w swoich diecezjach. Nie są na „etatach” Kościoła ani nie są „zaangażowanymi świeckimi” czy „świeckimi w służbie Kościoła”. Członkowie Prałatury nie tworzą wewnątrzkościelnej „grupy” ani też Opus Dei nie jest „ruchem” religijnym. Jest prałaturą, a dokładniej: prałaturą personalną. Jej członkowie nie są zakonnikami ani nie działają na polecenie jakiejś wspólnoty duchowej. W wolności i osobistej odpowiedzialności podejmują i wypełniają swoje obowiązki w zawodowe i rodzinne, korzystając z należnych im praw obywatelskich, tak jak cała reszta obywateli. Opus Dei udziela im duchowego wsparcia i daje konieczną formację (zob. rozdział szósty).
 
„Dzieła korporacyjne” Opus Dei, czyli instytucje, nad którymi Prałatura Opus Dei roztacza duchową opiekę w dziedzinie oświatowej i społecznej, zawsze z intencją apostolską, nie są instytucjami kościelnymi. Są to raczej inicjatywy członków Dzieła, którzy korzystają ze swoich praw obywatelskich i współpracy z innymi ludźmi, często niekatolikami i niechrześcijanami, powołując do życia szkoły, uniwersytety, akademiki, kluby młodzieżowe, ambulatoria medyczne, centra kształcenia zawodowego i tym podobne. Te konkretne dzieła wspólnego apostolstwa wraz z inicjatywami innych obywateli przyczyniają się do rozwoju i wzbogacenia społeczeństw, w których powstają, tym bardziej że w wielu przypadkach odpowiadają na specyficzne lub wręcz podstawowe potrzeby danej społeczności lokalnej czy grupy społecznej. Z prawnego punktu widzenia ich struktury odpowiadają strukturom podobnych instytucji świeckich, które już istnieją na danym obszarze czy w konkretnym kraju. Instytucje te finansują się z własnej działalności, ze składek korzystających z nich osób lub z dotacji sponsorów i darowizn przyjaciół czy mecenasów.
 
Do Opus Dei zgłaszają się rozmaici ludzie. Obok sumiennych parafian, regularnie chodzących do kościoła, zdarzają się również tacy, którzy wcześniej byli raczej „letnimi” katolikami i nie praktykowali nazbyt żarliwie swojej wiary, a nawet tacy, którzy trzymali się z dala od Kościoła, ale pociągnął ich ideał służby innym ludziom i społeczeństwu oraz pomysł umiłowania Boga poprzez pracę zawodową. Wielu z nich ma zamiar założenia własnej rodziny albo już to zrobiło; przychodzi też wielu młodych, nawet bardzo młodych ludzi, którzy odkryli w Opus Dei wielką ideę i są gotowi poświęcić jej całe życie. Zwykle są to osoby, którym nigdy nie przyszłoby na myśl powołanie do służby w Kościele w charakterze życia zakonnego czy kapłańskiego, lecz zobaczyli, że Bóg pragnie nadać nowy nadprzyrodzony wymiar ich zwyczajnemu życiu i codziennej pracy, przemieniając je w drogę do świętości, apostolstwo i skuteczną służbę Kościołowi. Powołanie do Opus Dei zasadza się wyłącznie na fundamencie powołania chrzcielnego i realiów zwyczajnego życia.
 
Powołanie do Opus Dei zawiera w sobie specyficzną misję, zadanie. To, co dotyczy generalnie wszystkich chrześcijan i Kościoła, dotyczy również w szczególnym stopniu tych, których Pan powołuje do Opus Dei: „Miej na uwadze, mój synu, że nie jesteś tylko człowiekiem, który łączy się z innymi, aby czynić coś dobrego. To dużo, ale to... niewiele. – Jesteś Apostołem, który spełnia bezwzględny rozkaz Chrystusowy” . Ten Chrystusowy nakaz polega właśnie na tym, by pomagać otwierać „Boskie drogi na ziemi”, czynić zwyczajne życie realną i rozpoznawalną drogą do świętości, tak jak wyrąbuje się przesiekę w lesie, aby ci, którzy idą za nami, mogli łatwiej i bezpieczniej dotrzeć do celu.
 
Jeśli wobec możliwości powołania do Opus Dei rodzą się w kimś wątpliwości, czy rzeczywiście warto przyłączyć się do Dzieła, aby być dobrym chrześcijaninem, ten prawdopodobnie nie czuje w sobie wezwania, by pójść tą drogą. Ale może zdarzyć się i tak, że te wątpliwości są tylko wymówką lub próbą wymigania się od Bożego powołania. Ktoś może obawiać się, że zanadto skomplikuje mu to życie albo że nie rozważył do końca takiego całkowitego oddania się Bogu, które wydaje mu się jakby wystawieniem Mu czeku in blanco. Ale może też taki człowiek ma w sobie za mało pokory i dostrzega tylko własne niewygody, a nie widzi dobroci i wszechmocy Boga.
 
W każdym razie wobec powołania do Opus Dei pytanie: „czy nie można tak po prostu być dobrym chrześcijaninem?”, ma niewiele sensu. To tak jakby mężczyzna, mający poślubić ukochaną kobietę, pytał sam siebie, czy nie byłby szczęśliwszy z inną kobietą albo gdyby w ogóle się nie żenił. Z całą pewnością jest to źle postawione pytanie. Tak samo jest z powołaniem – wszystko zależy od tego, czego Bóg oczekuje od konkretnego człowieka. Kiedy Bóg powołuje chrześcijanina na konkretną drogę, to ta droga jest jego drogą, nawet jeśli obok istnieje wiele innych, na pozór lepszych.
 
Należeć do Opus Dei oznacza oddać się do dyspozycji bliźnim, przede wszystkim chrześcijanom, aby pomagać im w odkrywaniu głębi i wymagań chrześcijańskiego powołania oraz realizowaniu ich chrześcijaństwa pośród zwyczajnego życia w świecie. W ten sposób skutecznie współpracujemy w dziele przemiany świata, napełniając go od wewnątrz Duchem Chrystusa i kształtując dzięki działaniu Ducha Świętego z zadziwiającą skutecznością na zasadzie efektu multiplikacji. Poprzez niepozorność normalnego życia uczestniczymy w wielkiej przemianie świata, aby ludzie mogli się wzajemnie kochać i wspólnie żyć w pokoju, by było mniej cierpień i niesprawiedliwości, a balsam miłości Chrystusa i jego zbawczej mocy sięgał aż po najgłębsze zakamarki ludzkich społeczności. Pomagamy ludziom napełniać ich codzienny trud wielkością miłości Boga i rozumieć, że w zjednoczeniu z Chrystusem urzeczywistnia się w ich zwyczajnym życiu Jego zbawcze dzieło i misja Jego Kościoła: jednoczymy ludzi z Bogiem, a tym samym prowadzimy ich ku jedności pomiędzy sobą.
 
Ale uwaga! Opus Dei nie jest czymś takim jak stowarzyszenie, w którym się po prostu „działa” albo do którego się zapisuje i płaci regularnie składki członkowskie. Jest wezwaniem Boga do oddania Mu całego życia w służbie temu zadaniu: tym samym oznacza całkowite powierzenie się Bogu. Nasze zwyczajne życie w świecie ma stać się ofiarą miłą Bogu. Chodzi o to, by własną pozycję w świecie, życie w kręgu rodziny z jego obowiązkami, zadaniami, cierpieniami i radościami, a także własne „powołanie zawodowe”, a w przypadku uczniów i studentów naukę, uczynić integralnym składnikiem naszego chrześcijańskiego powołania. Bycie chrześcijaninem „w jednym kawałku” przypomina sytuację Jezusa, który był cieślą i Synem Bożym, doskonałym człowiekiem i doskonałym Bogiem, w jedności osób Boskich. W ten sposób każda ludzka aktywność staje się jednocześnie działaniem boskim, nadprzyrodzonym i zbawczym. Młodym ludziom, studentom, Założyciel Opus Dei mówi: „Godzina nauki w życiu nowoczesnego apostoła jest godziną modlitwy” . Chodzi więc o to, byśmy we wszystkim i ponad wszystko dążyli do umiłowania Boga i ożywiani tą miłością stawali się światłem świata, „zaczynem” pośród całej wspólnoty chrześcijan.
 
 

Recenzje/Opinie o produkcie

Brak recenzji/opinii o tym produkcie

Dodaj swoją recenzję/opinię