Żyć kontemplacją w sercu świata - Brat Moris

Żyć kontemplacją w sercu świata - Brat Moris
W magazynie:
jest

nasza cena: 22.90 zł
cena rynkowa: 24.90 zł
Powiadom znajomego

Atrybuty

stron
184
format
120x195 mm
oprawa
miękka
ISBN
83-60040-02-8
data dodania do księgarni
05.09.2011
Czy biorąc na swoje barki wszystkie ciężary, jakie musi przyjąć osoba pracująca, można jednocześnie otworzyć się w pełni na modlitwę i kontemplację? Czy w ogarniętym zamętem świecie można żyć w wymiarze duchowym, nie zamykając się za murami klasztoru i nie uciekając w schronienie pustelni?
 
 
Brat Moris, należący do Zgromadzenia Małych Braci, realizującego ideał życia kontemplacyjnego w świecie, przekonuje nas, że jest to możliwe. Jak sam pisze we wstępie: „Duch ofiaruje się nam w obfitości i o wiele więcej osób, niż możemy przypuszczać – i w dodatku żyjących w świecie – jest w sercu do tego zaproszonych. (...) Kontemplacja przekroczyła klauzurę, wylała się na ulice i dotarła do fabryk”.
 
 
 
 
Brat MorisBrat Moris Maurin
 urodził się w 1928 roku w Paryżu. W wieku 23 lat nawrócił się podczas pielgrzymki do Chartres. Wkrótce potem wstąpił do Trapistów, jednakże zachwycony duchowością Małych Braci w roku 1953 rozpoczął u nich postulat i nowicjat. Pierwsze lata swego wspólnotowego życia spędził na Saharze i w Maroku. Później odbył studia teologiczno-filozoficzne w Tuluzie. 25 lat temu, jak sam mówi, przypadkiem trafił do Polski. Od 13 lat mieszka na stałe w Polsce, gdzie zajmuje się koordynowaniem formacji duchowej i intelektualnej swoich młodszych braci. Przez 10 lat posługiwał najbardziej biednym i potrzebującym na warszawskiej Pradze. Brat Moris jest autorem wielu książek i artykułów.
 

fragment książki
 

Przepaść Miłosierdzia Bożego

Kiedy zranieni życiem – czy to zranieni grzechem świata, czy własnymi winami – spotykają gesty i słowa wyrażające tę Miłość Boga naznaczoną niezmierzoną pokorą i cierpieniem, ich serce doznaje poruszenia, bo te słowa są dla nich przeznaczone, ramiona Dziecięcia do nich się wyciągają: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście..., bo jestem cichy i pokornego serca...” (Mt 11, 28–29). Wtedy serca topnieją, z oczu płyną łzy, które są łzami miłości i które nas obmywają z wielu plam: „Twoje grzechy są odpuszczone... Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” – mówi Jezus do grzesznicy, która obmyła łzami Jego stopy” (Łk 7, 3–6). Ponieważ zostały jej przebaczone grzechy, dlatego ogromnie umiłowała, a jej miłość i wzruszenie jeszcze się podwoiły, gdy sobie uświadomiła, że jej przebaczono, że ją przyjęto. A więc miłość jest rezultatem i znakiem przebaczenia. Właśnie przebaczając Bóg najlepiej okazuje swą Wszechmoc i swe bezgraniczne Miłosierdzie.

Bóg zawsze pierwszy wychodzi naprzeciw. Jego zstąpienie ku nam jest o wiele ważniejsze niż nasza własna odpowiedź. Nasza odpowiedź jest zawsze drugorzędna i zależy od szczerości i pokory serca każdego z nas. „Nie przyszedłem wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników” (Łk 5, 32), powtarzał Jezus. A także: „Celnicy i nierządnice wejdą przed wami do Królestwa Niebieskiego” (Mt 21, 31). Oczywiście, te „nierządnice” nie dlatego wyprzedzają nas, że są prostytutkami, ale ponieważ Bóg przyszedł do nich, do tej otchłani zła, one odpowiedziały na Jego wezwanie i zanurzyły się w otchłani Jego miłosiernej Miłości. Nasze grzechy, choćby były nie wiem jak liczne i ciężkie, przyciągają nieskończoną litość i miłosierdzie Boże. „Wspinam się po stopniach Twego miłosierdzia – upadek za upadkiem. Uczę się poznawać Twoje pokorne serce poprzez moje błędy” – powiedziała Bogu poetka (Raissa Maritain, Procession).

Przepaść przyzywa przepaść. To tak jakby przepaść wydrążona w duszy przyciągała otchłanie Miłosierdzia Bożego i czyniła tę duszę bardziej zdolną do stlenia się w płomieniach miłości: „Przepaść przyzywa przepaść hukiem swych potoków” (Ps 42, 8).

W swej miłości i pokorze Jezus dochodzi aż do utożsamienia się z cierpiącymi, pogardzanymi, odrzuconymi: „Ja byłem głodny... ja byłem spragniony... ja byłem chory... ja byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35–36). O co chodzi w tym „Ja”, które wypowiada Jezus? Czy ten bezdomny, od którego się odwracamy, to On? Czy ten chory, który budzi lęk, to On? Czy więzień, którego skazano, to On? To powinno nas raz na zawsze powstrzymać od wydawania sądów o innych: „W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, sam na siebie wydajesz wyrok, bo Ty czynisz to samo, co osądzasz” (Rz 2, 1). Jest przewrócenie do góry nogami naszych wszystkich kryteriów wartości. Jest to świat na odwrót. „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie... Biada wam, gdy wszyscy chwalić was będą” (Łk 6, 20–26).

Dalej słuchałem biskupa poddając się również własnym myślom i patrzyłem na twarze. Twarze kobiet były najbardziej ekspresywne. Naznaczone twarze „grzesznic”, twarze zakonnic, matek rodzin – twarze wymieszane i zjednoczone. Twarze napięte z emocji, czego niektórzy wcale nie kryli, tak samo jak i łez. „I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8, 11).

Biskup mówił dalej: „Żyjecie w środowisku naznaczonym bólem i cierpieniem, w środowisku, do którego nie mogę dotrzeć... Jestem biskupem, a więc posyłam was, Kościół was posyła do tego środowiska, aby doń nieść i w nim przeżywać orędzie miłości i miłosierdzia Jezusa...”.

Słyszałem dobrze, biskup powiedział „ja was posyłam”. Kogo posyłał? Ivara? Zakonnice? Angażujących się w pomoc?... Dowiedziałem się później, że dwie prostytutki też dobrze słyszały i dobrze zrozumiały. W kilka dni później najpierw zauważyły, a potem zaopiekowały się nieletnią dziewczyną z południa Francji, która przyjechawszy do Paryża, weszła już na drogę prowadzącą wprost do prostytucji. Udało im się wyciągnąć ją z obiegu (co nie jest pozbawione ryzyka), umieściły ją w ukryciu, skontaktowały się z rodziną, zapewniły wszystkie koszty tutejszego utrzymania i jej powrotu do rodziny.

Po Mszy wszyscy zostali zaproszeni do zajęcia miejsc przy stolikach, aby uczestniczyć w czymś, co Francuzi nazywają le Reveillon de No�l (równoważnik wieczerzy wigilijnej, uroczysty posiłek spożywany po nocnej Mszy). Ludzie się wymieszali. Noc pokoju i braterstwa, podczas której wszyscy się czują zaproszeni, szczęśliwi. Wszyscy? Z pewnością nie!

Nie wszyscy: siedziałem obok Diny, prostytutki nie bardzo już młodej, która była bardzo smutna. Z płaczem opowiadała nam swoje nieszczęście. Jej dwudziestoletni syn, narkoman, znalazł się w więzieniu. Składała mu wizyty, w czasie których udawało się jej przemycić narkotyk dla niego. W przeddzień została na tym przyłapana i odtąd zabroniono jej wszelkich wizyt. Powtarzała: „To za wiele, to już koniec... jutro się zabiję”. Patrycja, inna kobieta z tegoż środowiska, która jednak – jak się zdaje – wyzwoliła się z niego, próbowała z wielką serdecznością dodać jej odwagi: „Nie mów tak, nigdy nie ma ostateczności... nie możesz tego zrobić... Znasz mnie, wiesz, co przeżyłam, a wydobyłam się z tego. Trzymaj się! Spójrz wokoło! Nie jesteś sama. Boże Narodzenie jest też dla ciebie; ty też powinnaś mieć nadzieję”. Wymiana zdań toczyła się dalej między nami trojgiem. Usiłowałem wewnętrznie modlić się... w moim sercu przedstawić Panu Bogu tę sytuację. Później Patrycja wstała, aby śpiewać ciepłym głosem, grając na gitarze, starą romancę pełną miłości i nadziei.

Tuż przed piątą rano pożegnaliśmy się wszyscy (często wyrażając życzenia i ściskając się), aby wrócić do domu pierwszym metrem. Jako mały brat Jezusa, powołany do życia kontemplacyjnego na drogach ludzkich, byłem przez takie spotkanie zanurzony w misterium obecności Boga w naszym życiu, w przeznaczeniu człowieka, jego cierpienia i nadziei.

Jezus powiedział, że przyszedł nie dla sprawiedliwych, ale dla grzeszników i – jak się zdaje – wykazywał więcej miłości dla tych, których faryzeusze raczej unikali i mieli w pogardzie: jawnogrzesznicy, celnicy, źle widziane kobiety, trędowaci. Dobry pasterz pozostawia 99 owieczek, które go nie potrzebują, a idzie na poszukiwanie tej, która się zagubiła.


Recenzje/Opinie o produkcie

Brak recenzji/opinii o tym produkcie

Dodaj swoją recenzję/opinię